piątek, 12 maja 2017

Postcards from Italy



Nieoczekiwany przypadkowy powrót na bloga nie mógł pozostać bez śladu. Pozaglądałam do miłych sąsiadów, bo przecież " z ciekawością do nich zaglądam",przeczytałam ze dwa własne posty, z lekkim  zdziwieniem, że to ja napisałam i że tak dawno, a jakby chwilę temu.
Dwa lata bez wpisów, nic to nie zmienia w moim życiu. Pamięć, niepamięć, ulotność słów, które przecież mają mniej znaczenia, niż czyny. A jednak sięgając wgłąb dalszych wpisów, czytam je, jak pamiętnik, słucham dawno nie słuchanych piosenek i uśmiecham się. Dzwięk przykuwa najbardziej, nadal żyć bez niego się nie da, choć zmienia się to, czego słucham.
Dlaczego "Postcards from Italy"? Bo znów żyję Italią, podobnie jak w zeszłym roku, bo znów czekam na wyjazd i dwa miesiące w oddaleniu od codzienności. Bo nadal mam w oczach bardziej intensywny błękit nieba, a w uszach cykady znacznie głośniejsze od naszych świerszczy....
A poza tym, nadal lubię tę piosenkę.