środa, 6 sierpnia 2014

O matko! I tak bez muzy?




Svanetia, Kaukaz. Nie wiem jak wygląda raj, ale może przypominać tę krainę w Gruzji. Powiedzenie "przeszłaś samą siebie" może pasować do kilkudniowego trekingu. Bo przeszłam. I albo tak mało o sobie wiedziałam, albo to nie było takie trudne, jak się zdawało? I nawet nie pamiętam, co mi w duszy grało na szlaku z Mestii do Uszguli. Coś bardzo przestrzennego i powietrznego pewnie. A może jakaś ballada? Może dzwonki wody i powietrza?
Dwa tygodnie, jak wyjęte z marzeń.  Melanż soczystej, ciemnej zieleni ze skalną ośnieżoną granią mieni się w oczach do dziś. Ogromne stoki, które wyglądają z dala jak porośnięte trawą, a przy bliskim poznaniu jawią się tysiącem wielobarwnych kwiatów, tych znanych i takich zupełnie nowych,kosmicznych jakby, a zamiast naszej tatrzańsko - karkonoskiej poczciwej kosówki- rododendrony i azalie. Arboretum na 3 tysiącach metrów, w pełni słońca, z szalonym błękitem i bielą obłoczków nad głowami. Najpiękniejsza była dzikość i brak ludzi, i brak telefonu, internetu, medialnej papki. Poranek z kąpielą w źródle aż nadto orzeźwiającym umysł, maseczka z kwietnej rosy na twarz, nieczekanie na nic. Pyszne jedzenie, takie samo zapewne jak przed wiekami, nieskażone niczym pomidory, ogórki, sery, śmiało posypywane świeżą kolendrą i swanecką solą- aromatyczną mieszanką przypraw. I przypominające pizzę chaczapuri i kupdari, ciepłe placki, które na śniadanie, obiad kolację smakowały wpierw wyśmienicie, a w kolejny i kolejny dzień z lekka pachniały nudą. I setki kamiennych wież, wioski z kamienia i drewna, poopuszczane domostwa z czasem zatrzymanym wieki temu. Nieliczni Swanowie, którzy tu pozostają i żyją w mieszaninie błota z kamieniem, pustki z krowim łajnem, bardzo życzliwym okiem na nas Polaków spoglądali, bo i pogadać można- po rusku ciut ciut, napić się czaczy, szkoda, że my chcemy ciut- ciut, a może troszkę grosza zostawimy, a jak nie to chociaż trochę powiewu innego świata, znacznie lepszego i droższego w ich mniemaniu.
  Dobrze, że przy wspominaniu, zwykle w głowie jako pierwsza jawi się sielanka. Po niej przychodzą schody, w przypadku Svanetii - piętra gór pokonywane z ciężkimi placakami, krok po kroku, do przodu, wzwyż, na przełęcz,  na sam szczyt. Było zmęczenie, ból mięśni, strach przed zanurzeniem się w lodowatej rzece płynącej z lodowca właśnie, a mostku nie uświadczysz, bo po co? Byliśmy wszakże na kaukaskim szlaku, po którym chodzą nieliczni zapaleńcy, więc farby  na niego szkoda. Krowy i byki deptały swoje tajne ścieżki, z których nierzadko korzystaliśmy, mając cudowną wiarę, że się uda, że trafimy, że Bóg nad nami czuwa, a jego oczy ufnie wodziły za nami ze ścian maleńkich cerkiewek. Były kompletnie przemoczone ciuchy, wilgoć w plecaku a pod koniec, przy pokonywaniu ostatnich trzytysięcznych pasm i przełęczy, kompletne załamanie pogody zmieniające nas w totalnie przemoczone ludziki, wystraszone przewalającymi się wokół burzami, trzaskającymi piorunami i niewidomą celu ścieżką, po ciemku szukające ludzkiej siedziby. Znalazła się. Jak każda trudność, powoli rozsupływała się przed nami, tak i dach nad głową i rozweselająca czacza, i ciepła strawa i ponownie słońce o poranku. Było jeszcze wiele... przeróżnych ludzi, barwnych rozmów, przywiązujących się psów w tempie ekspresowym, zachodów słońca nad Szcharą, cykad i wież z kamienia. Tych ostatnich było najwięcej. A ja tak lubię wieże! ;)







8 komentarzy:

  1. Nie wiem co mam bardziej podziwiać, czy te fantastyczne obrazki, czy to co napisałaś z talentem równym Konopnickiej. Mogę Cię pocieszyć. U nas też w Górach Kamiennych będą stawiać wieże widokowe. Będziesz mogla je zaliczać nosząc w pamięci widoki i wzruszenia z tej gruzińsko-kaukaskiej eskapady. Póki co musimy zadowolić się Szpiczakiem. Tylko nie spadnij ze Srebrnej Góry, tam też jest wysoko.

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Tylko nie Konopnicka! Przy tej jej sierotce onegdaj mało się nie pocięłam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze. Wycofuje to porównanie. Nie Konopnicka. No, co najmniej Olga Tokarczuk !

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam i ja to co napisałaś, to jak fotografowałaś i jeszcze wiele innych rzeczy. Wszystko razem ujmujące, fascynujące. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki Kasiu, a ja jak zwykle podziwiam twoje, pełne życia i ciepła fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne:)Dzięki Tobie wrócilam tam na momencik i ciepłem powiało i zapachem.

    OdpowiedzUsuń
  7. I ja też wracam Paulinko i gruziński wieczór niepamięci mi się marzy :)

    OdpowiedzUsuń