czwartek, 27 czerwca 2013

Czucie

Życie na poczekaniu.
Przedstawienie bez próby.
Ciało bez przymiarki.
Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie.


Kiepsko przygotowana do zaszczytu życia,
narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem.
Improwizuję, choć brzydzę się improwizacją.
Potykam się co krok o nieznajomość rzeczy.
Mój sposób bycia zatrąca zaściankiem.
Moje instynkty to amatorszczyzna.
Trema, tłumacząc mnie, tym bardziej upokarza.
Okoliczności łagodzące odczuwam jako okrutne.

Nie do cofnięcia słowa i odruchy,
nie doliczone gwiazdy,
charakter jak płaszcz w biegu dopinany -
oto żałosne skutki tej nagłości.

Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu,
albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!
A tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem. [...]

Wisława Szymborska   Życie na poczekaniu.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Piknik pod wiszącym mostem...

... którego nie było. Pikniku, nie mostu. Za to było błoto w ilościach obrzydliwie upokarzających moje buty.  Myśl o pikniku nasunęły zdjęcia, które się zrobiły w niedzielny poranek. Prócz spaceru, fotek działo się jeszcze wiele, a wzmożona chęć wyrażania myśli w formie zdań napisanych każe przekazać dalej.

Miniony weekend wypełniony po brzegi. Można w dwóch wolnych dniach zmieścić koszenie trawy, smutny spektakl, o którym chcesz zapomnieć, bo przecież wolne, bo ma być wesoło. Po nim głupawy koncert w stylu discocountry, z którego uciekasz w mokry las, wdychasz przenikliwą woń mchu z igliwiem i idziesz, uważając, by butów nie ubłocić. (I tak się ubłocą, później.) Dokładasz jeszcze przyjemność ściskania dawno niewidzianych przyjaciół, pyszne-zimne placki ziemniaczane, ognisko nad stawem, spacer o północy na rozgwieżdżoną łysą polanę, Sigur Ros w nocnej trójce przy ogniu, znowugwiazdy, tarasowy sen na huśtawce i pobudkę o 4 rano, którą czynią ptaki, i szum strumienia. Możesz spokojnie dopełnić jeszcze drugi dzień słonecznym spacerem po mokrym od zbyt wielu deszczy wąwozie. (Tu buty zostają pognębione.)


Z uśmiechem raczysz się uroczym lenistwem w słońcu, a wieczorem, ze zdumieniem - sztuką Kotlina w Teatrze Współczesnym, w trakcie której eko i bio biegają nago po scenie wygłaszając monologi, a ty zadajesz sobie pytanie, po co? Wzrusza cię gra aktorska trzech psów w pięknej, surowej scenografii. Jeszcze tylko słyszysz wśród desek teatru, a potem widzisz burzę na wrocławskim niebie, burzę, która pośrednio i na pewno niechcący powoduje stłuczkę. I jeszcze uradowana dziwisz się, jak można być wyluzowanym podczas deszczowej stłuczki, gdy niby nic się nie stało, ale gdybyś to ty była kierowniczką, pewnie wpadłabyś w lekką panikę. Noc, czasu zostaje na jazdę ze Srebrnej do domu, spokojnie , przed północą ruch jest niewielki, właśnie skończył się weekend, a ty czujesz, że chcesz dalej i jeszcze, i trochę się uśmiechasz, bo w głośnikach Dave i Tim i  The Maker
...A miałaś pisać o muzyce!