piątek, 31 maja 2013

Bardzo odjazzowy czeski wieczór

Mglisty, mokry czwartkowy wieczór. Kasia przyjeżdża na dawną granicę, ja przyjeżdżam też, krótka decyzja, którą sieną jechać dalej i żal, że Paula nie mogła. Już za moment wita nas tabliczka Broumov. Czeskie miasteczko pachnące średniowieczem, a mocno polukrowane barokiem. Ozłocona figura świętej na środku rynku, kolorowe kamieniczki, fontanna działa tylko dla nas, bo wokół tylko my. Idziemy brukowaną uliczką w poszukiwaniu dźwięków, które za rogiem jeszcze ledwo słyszalne zapraszają nas w benedyktyńskie, klasztorne mury, płyniemy wraz z nimi schodkami w dół. Znów święte figury, wokół barokowo, "na bogato", jak mówi Kasia. Kuta brama, za nią małe zamknięte patio i już słychać głośniej. W otwartych drzwiach przyklasztornej Dientzenhofer Kafe wita nas Blue in Green Milesa Davisa. Bezpretensjonalnie. Wchodzimy głębiej i już wiemy, że będzie miło. Jako kierowniczki sien zamawiamy Nealko, a ja po raz drugi postanawiam sobie kurs czeskiego. Lekki wieczór, wokół czeski miesza się z polskim, uśmiech oddaje uśmiech, pivo nie szumi w głowach, ale atmosfera podnosi w nas poziom luzu i jazzu. I nawet deszcz nie przeszkadza. Trzeba nam tu częściej. Paulo, poszukaj czasu dla nas, między oknami pasującymi do marzeń. Zajrzeć do benedyktyńskiej biblioteki, dotknąć rąbka kopii całunu, opstrykać wąskie, wysokie korytarze i znowu posłuchać Summer time w wersji czeskiej - wysoko wyluzowanej,

środa, 29 maja 2013

Walka Jakuba z Aniołem

Bywa, że po głowie błądzą anioły, kropla goryczy zamienia się w kałużę, a słońce wszystko oświetla radosnym promieniem.Podnoszę głowę. Trzeba mi w góry.

sobota, 11 maja 2013

Pomiędzy farby puszką a natchnieniem

Maluję, na razie w myślach. Wizualizuję kolory i strukturę, i końcowy efekt. Wyobraźnię ubarwia Fleet Foxes na przemian z Sigur Ros. Wygrywa w końcu Sigur. W swoich szaro-białych klimatach z emocjonalnym wybuchem fuksji zdecydowanie lepiej będzie pasował do kolorów pokoju. Do barw mojej duszy zapewne też. Gra "Salka" - gra moja melancholia. Fleet Foxes przenoszę na zewnątrz, wybiegam wraz z początkiem "Montezumy" , gdzie zieleń wybucha z gitarową kaskadą dźwięków porywających do biegu, na rower, na łąkę pełną stokrotek i mleczy. Byle tylko przestało lać! Na razie ja przestaję lać wodę i wracam do farb i stolika.