środa, 13 lutego 2013

Wędrując

Samotność służy moim wędrówkom i myślom wśród nich się snującym. Wyrywam się, by chodzić, biegać, zmęczyć się i czuć. Wędrowałabym częściej, gdyby się tylko czas poszerzył. Nierzadko pozostają góry w marzeniu sennym lub nocnych myślach. Plany na lato, że znów długie szlaki, znów miarowy oddech, ciężkie buty i krótkie spodnie, słońce i wiatr. A potem ten widok i przestrzeń! I poczucie wolności. Zapachu kosodrzewiny nie zapominam, tak jak zapomniałam setki szlaków, nazwy przełęczy, wierchów, dolin i górskich wsi na Słowacji. Myśli krążą wokół Tatr, a może Beskid, Pieniny? Na szczęście na co dzień są Sowie Góry, teraz we mgle zabielone, a jeszcze dni kilka pełne błękitu, srebra i ciepłych promieni. Wędrując dobrze znaną ścieżką wiem,że nie znudzi mi się to piękno nigdy. Chwytam kadry w aparacie - niezwykłe, zwykłe drzewa, krzaki, szlak i las. Iskrzące się wzgórza, nitki po nartach na stoku, miniaturowe autka w dole. Mignięcie myśli przywodzi dolinę gdzieś w Pieninach, jakże bliską, choć tak odległą. Przeglądam fotki, idę w marzeniach po białych kamieniach, przede mną szeroka, rwąca rzeka i głosy dzieciaków kąpiących się w lipcowym słońcu. Trzeba wysuszyć się na brzegu. Nie siadać i nie płakać.