czwartek, 30 sierpnia 2012

Lekkie lato lekki jazz

Lato udane, lekkie, po brzegi wypełnione. Zadowolenie pełne pomimo zaledwie jednej przeczytanej książki i jednej napoczętej. Znacznie więcej filmowych obrazów za to w pamięć zapadło. Czas babiego lata przynosi miłe chwile i przyjemne plany. Myśl o pracy nie odstręcza, wręcz pobudza. Jakiś miły ten czas dla mnie. Jesień złotą będzie? Byleby nie z dodatkiem ambru ;) Polish jazz powrócił do mnie Pinkiem Freudem i Quintetem Wojciecha Mazolewskiego. Jak zwykle inspiracją był blog polish-jazz i Maciej Nowotny. U nich zawsze coś mi do ucha wpadnie. Gdy nie mam pomysłu na słuchanie klikam ulubione radiojazz i tło do czytania-pisania zapewnione.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

A TAK W IZERACH BYŁO

Góry Izerskie stały się idealnym obiektem moich fotoamatorskich uniesień! Należałoby teraz ozdobić wpis wszelkimi najpiękniejszymi epitetami, które w pełni oddają urok gór, wspaniałą pogodę i stuprocentowo udaną wycieczkę. To zupełnie niepotrzebne, wystarczy popatrzeć na fotki, posłuchać Ediego Veddera i wspominać nockę pod rozgwieżdżonym sierpniowym niebem. Warto było nawet lekko przemarznąć wskutek niezbyt ciepłego śpiwora i zbyt cienkiej karimaty. Nadmiar słów zbędny. Góry Izerskie pozostaną najmilszym zaskoczeniem tych wakacji, a moje wcześniejsze wyobrażenia o "płaskich" Izerach były conajmniej mylące.

czwartek, 9 sierpnia 2012

bomba trąba




Lato trwa i trwa, końca nie widać, czy coś ze mną nie tak? Przepyszny wyjazd na Pomorze od tygodnia już za mną, pozostają wspomnienia na fotkach, w myślach i telefonicznych rozmowach. Może jeszcze uda się uszczknąć kilka dni poza domem na góry, wymknąć się w niezbyt odległe, ale niepoznane przeze mnie - Izery. Ta skrócona nazwa brzmi cokolwiek obco, trochę zabawnie. Mam wielką ochotę ją oswoić. Z planów odwiedzin ukochanych Tatr wyszła mi klapa, a może ślady moich wibramów jeszcze tam zbyt świeże? Może odczekam kolejny rok i znowu poczuję zew, który gdzieś umilkł, schował się głęboko w pawlaczu obok boreali i plecaka. Na razie wystarczą porośnięte łąką Izery i prosta chęć zmęczenia nóg, nasycenia oczu widokami, nawąchania się leśnych żywic, igliwia i sierpniowej, pokoszonej łąki. Na razie grzecznie w domu powracam do jazzu, słucham trąbek i jak zawsze wtedy góry stają się takie nieodległe. Na wyciągnięcie dłoni.