poniedziałek, 24 grudnia 2012

Zamiast życzeń

Kolęda dla nieobecnych przychodzi w świąteczny czas. Słowa pozostają w głowie, muzyka i wokal jakoś dziwnie uspokajają, "a nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie". Czas świąt nadszedł dość szybko wraz z niedokończonymi porządkami. Świat za oknem niezbyt zimowy. Słucham więc zimowego Stinga i Niny Simone, by stworzyć sobie te lepsze chwile. Boże Narodzenie, czyli konglomerat zadumy, radości, smutku i ułudy. Przynajmniej jest czas na napisanie kilku zdań.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Lekkie lato lekki jazz

Lato udane, lekkie, po brzegi wypełnione. Zadowolenie pełne pomimo zaledwie jednej przeczytanej książki i jednej napoczętej. Znacznie więcej filmowych obrazów za to w pamięć zapadło. Czas babiego lata przynosi miłe chwile i przyjemne plany. Myśl o pracy nie odstręcza, wręcz pobudza. Jakiś miły ten czas dla mnie. Jesień złotą będzie? Byleby nie z dodatkiem ambru ;) Polish jazz powrócił do mnie Pinkiem Freudem i Quintetem Wojciecha Mazolewskiego. Jak zwykle inspiracją był blog polish-jazz i Maciej Nowotny. U nich zawsze coś mi do ucha wpadnie. Gdy nie mam pomysłu na słuchanie klikam ulubione radiojazz i tło do czytania-pisania zapewnione.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

A TAK W IZERACH BYŁO

Góry Izerskie stały się idealnym obiektem moich fotoamatorskich uniesień! Należałoby teraz ozdobić wpis wszelkimi najpiękniejszymi epitetami, które w pełni oddają urok gór, wspaniałą pogodę i stuprocentowo udaną wycieczkę. To zupełnie niepotrzebne, wystarczy popatrzeć na fotki, posłuchać Ediego Veddera i wspominać nockę pod rozgwieżdżonym sierpniowym niebem. Warto było nawet lekko przemarznąć wskutek niezbyt ciepłego śpiwora i zbyt cienkiej karimaty. Nadmiar słów zbędny. Góry Izerskie pozostaną najmilszym zaskoczeniem tych wakacji, a moje wcześniejsze wyobrażenia o "płaskich" Izerach były conajmniej mylące.

czwartek, 9 sierpnia 2012

bomba trąba




Lato trwa i trwa, końca nie widać, czy coś ze mną nie tak? Przepyszny wyjazd na Pomorze od tygodnia już za mną, pozostają wspomnienia na fotkach, w myślach i telefonicznych rozmowach. Może jeszcze uda się uszczknąć kilka dni poza domem na góry, wymknąć się w niezbyt odległe, ale niepoznane przeze mnie - Izery. Ta skrócona nazwa brzmi cokolwiek obco, trochę zabawnie. Mam wielką ochotę ją oswoić. Z planów odwiedzin ukochanych Tatr wyszła mi klapa, a może ślady moich wibramów jeszcze tam zbyt świeże? Może odczekam kolejny rok i znowu poczuję zew, który gdzieś umilkł, schował się głęboko w pawlaczu obok boreali i plecaka. Na razie wystarczą porośnięte łąką Izery i prosta chęć zmęczenia nóg, nasycenia oczu widokami, nawąchania się leśnych żywic, igliwia i sierpniowej, pokoszonej łąki. Na razie grzecznie w domu powracam do jazzu, słucham trąbek i jak zawsze wtedy góry stają się takie nieodległe. Na wyciągnięcie dłoni.

czwartek, 24 maja 2012

Trójka - zawsze

Wydaje mi się, że radiowej trójki słucham od zawsze. Dawniej, za dzieciaka była to wyłącznie lista. Przypominam sobie letnie wieczory, gdy wynosiłam mojego grundiga na ławkę przed dom i wraz z okolicznym towarzystwem słuchaliśmy notowań "Niedźwiedzia". Potem dołączyła popołudniowa audycja "Zapraszamy do trójki", przy której odrabiając lekcje, ćwiczyłam podzielność uwagi. Kurczę, jak to dawno było... Lemon tree na maturze, ech! Teraz od wielu lat poranki w kolejności: radio włącz, kawa, śniadanko, radio wyłącz, wyjście. Pod względem muzycznym "trójka" nigdy mnie nie zawiodła, oczywiście zdarzają się momenty, gdy robię pstryk :) i włączam płytę. Gdy się tak zamyślam, mam sporo płyt kupionych pod wpływem "trójki". Bez niej pewnie nie odkryłabym...och, wielu. Przed laty Kate Bush, Portishead, Massive Attack, Radiohead, Bjork, Sojka, nieco później Stacey Kent, Norah Jones, Beirut... można tak wymieniać, tylko po co? I jeszcze " Siesta" i "Gitarą i piórem w kwietniowe wieczory"... Z bardów oczywiście Jarek Nohavica, Mirosław Czyżykiewicz, a teraz Szymon Zychowicz. Piękna jest ta Anna!

niedziela, 20 maja 2012

Sielanka majowa

Zdaję sobie sprawę, że do zamieszczonych fotek bardziej pasuje muzyka natury, ćwierkające ptaki i kumkanie żab w leśnym stawie. To było za dnia. I było jeszcze mnóstwo zieleni, światłocienie, stokrotki w trawie, błękit paryski nieba, ciepły wiatr i zapachy, jak w środku lata. Tak, dzień był piękny, a teraz majowy wieczór pełen tanga w wykonaniu Hindi. Ciepło marokańskich korzeni w głosie, luz i emocje kołyszą do snu. Obejrzałam prognozę pogody na najbliższe dni - słoneczne, gorące, energii nie zabraknie. Trzeba będzie więcej Hindi Zahry co wieczór. Bezsprzecznie moją psyche rządzą pogoda i pory roku.

czwartek, 17 maja 2012

ocieplak

Po gorącej majówce marzniemy! I protestujemy. Nasz górski klimat znowu płata figle. Zamiast marzyć o zbliżających się wakacjach obrywam przemarznięte gałązki w ogródku. Liczę, że panie-panowie meteo nas nie zawiodą. I ogrzeję się w weekend. Na razie pozostaje ogrzać się duchowo - przy dźwiękach fortepianu.

poniedziałek, 26 marca 2012

ani słychu?

Półokiem spoglądam na muzik. Jak tu pusto i cicho... Żeby nie było, że mnie nie ma. Spięty za mnie powie.

piątek, 20 stycznia 2012

Zimowo

Uwaga, będzie banalnie z jakże uroczymi fotkami w tle. Muzyczka też urocza!
Był piękny, styczniowy dzień. W górach nareszcie biała zima. Prawdziwa i łaskawa - nie mrozi, ale i nie roztapia. Do tego słońce, gra śniegu z błękitnym niebem, no i świeżo wgrane ścieżki dźwiękowe do komórki.





Nawet beznadziejne, ciągle wypadające z uszu słuchawki firmy Nokia nie popsuły mi humoru, a sytuację naprawiła mocno wciśnięta na uszy czapka. A oto i co było tłem: Film Seana Pena, Into the wild obejrzałam już dość dawno. Świetny obraz, nie do zapomnienia, do przemyśleń. Teraz powróciłam do ścieżki dźwiękowej w wykonaniu Eddiego Veddera. Można się zanurzyć w tej przestrzennej, pachnącej wolnością i wiatrem muzyce.



Żeby pozostać w klimacie zimy, proszę, oto biały hymn grupy Fleet Foxes, nasza zima w nim nie gości, ale filmik ciekawy: