piątek, 2 września 2011

Możdżer - Komeda

Przyznaję, zawłaszczyłam płytę Leszka Możdżera Piano i  jeszcze jedną -Możdżera i Larsa Danielssona Pasodoble.
Pożyczyłąm od brata przeszło dwa miesiące temu i jakoś tak się zadomowiły w mym odtwarzaczu, dobry nastrój wnosząc swym fortepianowym plumkaniem. Nareszcie nadeszła okazja do oddania krążków, choć brat wyrozumiale nie naciska. Jego płytoteka prawie wypływa z ciasno zastawionych CDpółek, więc ma czego słuchać, oj ma!
Otóż dopiero niedawno miałam okazję posłuchać najnowszej płyty Możdżera (ukazała się w minionym czerwcu). Krążek zatytułowany po prostu Komeda, więc tytuł wyjaśnia wszystko, łącznie z tym, dlaczego tak mnie zachwyca. Muzyka na wyciszenie,spokojne chwile po pracy przy kawie, gazetce i tabelce.Nie napiszę recenzji, gdyż tyle się ich pozytywnych naczytałam, że już nie wiedziałabym, co napisać, nie powtarzając superlatywów.
 Oddam więc Piano i Pasodoble. Na jesienne popołudnia zostawię Komedę.