piątek, 27 maja 2011

Fleet Foxes od bezradności do popularności

Mam teraz trochę więcej czasu, wieczorne zmęczenie nie zamyka mi już powiek o 21.30. Przeglądam ulubione muzyczne blogi i fora, na których ostatnio mało ruchu. Czyżby większość przeniosła się na FB? Czasem trafiam w sieci na perełkę, nowe odkrycia są jak nowa, lepsza pora roku, jak odkryte niedawno białe michałki.
W perspektywie letnia kanikuła (tak jakoś lubię to słowo;) i oby była więcej niż letnia, lecz nie za gorąca. Marzy mi się przeczytać książkę w całości, jednym tchem i żeby to nie był kryminał Krajewskiego, bo doświadczę
déjà vu z zeszłych wakacji. Odgruzować w końcu rower, pojechać w pole i niech pachnie skoszoną trawą, i najeść się malin... A truskawki? Przed nami czas truskawek, więc klimat Strawberry fields nadchodzi.
O Fleet Foxes i ich płycie „Helplessness Blues" dowiaduję się od Marka . Szalenie lubię te chwile, gdy czytam u kogoś o muzyce, włączam ją i ... wszystko się zgadza- to, co napisane, z tym co wysłuchane. Nie byłam wcześniej fanką takiego rodzaju muzyki, a tu zaskoczenie. Nagrania z nowej płyty Fleet Foxes wpadają w ucho nawet z prosto z komputera, ale muzyczne zaskoczenie przychodzi, gdy słucham płyty tak, jak się słuchać muzyki powinno, bynajmniej nie z komputerowych głośniczków. Bogactwo dźwięków, obrazy przypływają same, różnorodne, zwykle przyjemnie pozytywne. Tytułowy blues wydaje się być mocno mylący. Warta uwagi płyta, reszta już tutaj opisana, a tu recenzja Agnieszki Szydłowskiej z "Trójki".

środa, 18 maja 2011

niemajowy maj odchodzi

Obudziłam się nagle w niemoim, niemajowym maju, jak nigdy dotąd. Zieleń mnie w końcu otrzeźwiła i mlecze, których w bród, jak to w maju. Powietrzem się zapowietrzyć, wygonić z głowy uczone sentencje i grubych książek zbyt smutne stronice. Mieć uszy pełne dobrych dźwięków, śpiewogrę nie tylko w drodze do i z.
Mieć (s)pokój pełen słońca i muzyki. Bananowo banalny banał!
Widzę radosne odbicie we wszystkich lustrach świata, słyszę równe oddechy, spokojny wieczór, coś cicho brzdąka, majowa noc.
Pan Wojtek z Voo Voo nadal fajnie śpiewa, i robi solidne płyty, "Stopa" Żyżlewicz już mu nie zagra na perkusji, niestety. Rzeczy smutne, przykre, niespodziewane przeplatają się z dobrymi i radosnymi. Niemajowy maj odchodzi od jednych, przychodzi do drugich, a banał goni banał. No to może już skończę.
A pan Wojtek nam zagra i zaśpiewa.