piątek, 28 stycznia 2011

Feist w mlecznej krówce

Feist jak do rany przyłóż. Nic to, że za oknem nuży wilgotno-szarą bielą. Nic to, że narzekania wokół i smutku sporo, i śmiechu jak na lekarstwo... Feist aksamitną lekkością przykrywa wszelkie zadry i niepokoje.
Mleczna krówka od "Mieszka", już piąta, rozpływa się w ustach, herbata z cytryną bez cukru rozpuszcza mleczną słodycz, w tle  tv-pudełko. Kolumb rozmawia ze sztucznym Indianinem naiwnie wierząc, że już niedługo wykąpie się w Gangesie. Indianki w białych koszulach dziadka  naiwnie zakochują się w Hiszpanach. Hiszpanie tłuką tubylców na San Salvador. Kolumb siwieje coraz mocniej z każdym kolejnym kadrem filmu. Przynajmniej ma ciepło, słońce, niby raj i marzenia o nieodkrytych lądach z nieprzebranymi bogactwami. Nie wyjdzie mu to na dobre, ale przetrwa w setkach ksiąg, obrazów i szkolnych podręczników.
 Feist nadal ślicznie przeprasza w piosence, czas wolno płynie, a jutro znów śnieżny dzień przywita mnie chłodnym porankiem