Odeszła. Znałyśmy się wirtualnie. Kilka lat wpisów, komentarzy i wymiany myśli. Była mi bliska, podziwiałam ją za walkę z chorobą, wierzyłam, że się uda, że wygra. Zaskoczenie i rozgoryczenie. Żal, taki sam, jak u setki czytających jej bloga: http://jazzowa.blogspot.com/ Pozostawiła mnóstwo ciepłych zdań, dowcipnych zagajeń, ten luźny bezpretensjonalny styl pisania o muzyce i życiu, I wiele polecanych utworów, wyknawców. Dzięki Beacie odkryłam i pokochałam soundtrack i film "Windą na szafot". Ta muzyka zawsze będzie mi przypominać Jazzovą:
I mnie Jej brak....M.Davis też jest moim ulubionym wykonawcą a tej płyty mogę słuchać cały czas..
OdpowiedzUsuń na zawszeteż znałem Ją tylko wirtualnie, byłem na pogrzebie ( chciaż nie znoszę i unikam jak ognia) bo czułem wewnętrzną potrzebę.
OdpowiedzUsuń na zawszeTrafiłem tutaj przypadkiem, ciekawy blog. Zapraszam na mój : http://bluejazz.bloog.pl/
pozdrawiam. Sławek
Zuzanno, czy nie ma już twojego bloga?
OdpowiedzUsuń na zawszeDzięki Sławek, na pewno zajrzę :)))
OdpowiedzUsuń na zawszeJest za kluczykowany....Jeśli nie masz kluczyka to prześlę....:)
OdpowiedzUsuń na zawsze