czwartek, 30 grudnia 2010

stary roku bye

Jak dobrze, że się kończy, niech jeszcze z nim odejdą te przenikliwe mrozy, które zabrały błogość mym paluszkom, odzianym w zbyt grube skarpety. Nawet wizja białego szaleństwa i lampka rubinowego napoju nie mogą rozgrzać moich przymarzłych myśli.Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej pod wieloma względami, przepuszczam przez uszy informacje o podwyżkach, przekrętach, bałaganach i ludzkich niegodziwościach, po czym wyrzucam to wszystko. Wizualizuję i hipnotyzuję się widokiem zielonej ukwieconej łąki, pędem rowerowych kół, ciepłym wiatrem i zapachem ogniska. A jutro? W ostatnią noc tego niedobrego roku? Niech będzie lekko sentymentalnie ale z prądem i szczerym śmiechem.
Niech 2011 będzie dużo lepszy - dla wszystkich !

piątek, 24 grudnia 2010

Świątecznie Życzę

Wszystkim, którzy tu zaglądają- kolorów w życiu, jak w wierszu Twardowskiego, świątecznych chwil- dźwięcznych i czystych, jak głos Ewy Małas



W kropki zielone

Jan Twardowski

Nie malujcie Matki Bożej w stajence betlejemskiej
stale tylko na niebiesko i różowo
z niebieskimi oczami
ni to ni owo

Tyle było wtedy w Betlejem złotego nieba
aniołów białych w oknie
pstrokatych pastuszków za progiem

Założę się, że ktoś świece zapalił
przed brązowym żłóbkiem
jak czerwoną lampkę przed Bogiem

Osiołek podskakiwał na czarnych kopytkach
wół seplenił w fioletowym cieniu
święty Józef rudych proroków kąpał
w srebrnym strumieniu

Nim Ci Mamusiu — myślał Jezus —
kupią koroną
lepiej Ci w zwykłej szarej bluzce
w kropki zielone

niedziela, 12 grudnia 2010

Devil`s highway na sudeckich drogach

Stało się! W końcu sprawiłam sobie zacny odtwarzacz w moim aucie. Dotąd w odpowiednim otworku był szumiąco-syczący sprzęt z odtwarzaczem kaset, których już nie posiadam, radio również niezbyt bywało słyszalne. Zatem teraz, od tygodnia, wsiadając do samochodu i przekręcając kluczyk mam piękne święto, bo wraz z owym kluczykiem nastają czyste dźwięki. Na początek zapuściłam płytę, której dawno nie słuchałam- soundtrack z filmu "My blueberry nights". I wyjąć jej nie mogę, bo płyta ponownie mnie zachwyca, powoduje, że przestaje mi się spieszyć, co jest bardzo korzystne przy obecnej, śnieżno- lodowej nawierzchni naszych lokalnych "highways". Może nie devil`s i jednak nie highways, ale jechać trzeba.
Niedzielny poranek, droga całkiem pusta, przede mną kilkanaście kilometrów do przejechania, by dowiedzieć się o "nihil novi" i księciu Siedmiogrodu, co znamienitym królem Polski został. Droga szaro-biała, powietrze podobne, płatki srebrzą się na szybie i znikają wśród oszronionych drzew. Jechać by się chciało zimową autostradą, gdzieś na Alaskę, skoro mróz i śnieg, i amerykańska ballada w tle. Przyszło do mnie skojarzenie z "Przystankiem Alaska", choć film "My blueberry nights"- w zupełnie innym klimacie, o czym rok temu już pisałam.
A zatem:
Hello Stranger - Devil's Highway


czwartek, 2 grudnia 2010

zimowy Sting do białego puchu

Od dwóch tygodni słuchałam sobie symfonicznego Stinga -tegoroczna płyta "Symphonicities" nagrana z Royal Philharmonic Concert Orchestra. Bardzo przyjemna porcja przebojowego Stinga w spokojnej symfonicznej aranżacji. Krytykowany za "odgrzewane kotlety" Englishman całkiem mnie zadowala. Miło jest posłuchać czegoś od lat lubianego, starego i odświeżonego równocześnie.
Przyszedł grudzień, dziś płytkę zastąpi zeszłoroczna "If on a winter's night" Stinga, czyli staroangielskie, okołoświąteczne ballady i kolędy, również z gorliwością krytykowane, jako usypianie, przynudzanie i dziwactwo starszego pana. Mnie bardziej niż do wypasu owiec płyta ta pasuje do ciepłego kominka, zaśnieżonego krajobrazu za oknem i tańczacych płatków śniegu, co w tej chwili właśnie się dzieje. A starszy pan? Cóż, jak dla mnie ma prawo eksperymentować i zapuszczać brodę, lepsze to niż udawanie żwawego, skaczącego rockmana w wieku lat prawie sześćdziesięciu.