poniedziałek, 29 listopada 2010

w zły sen uwikłanie

Rzeczywistość wymknęła się spod kontroli, zamieniła się w noc pełną gorzkiego zdumienia, nie byłam nigdy aktorką, być nie zamierzałam, a tu- gram w psychodelii. Cóż... nawet pisać się nie chce lub chcieć przestaje. Czuję się jak we "Śnie" Edyty B. Ale to minie, zapewne. W duchu tkwią we mnie optymistyczne zapędy.

czwartek, 18 listopada 2010

cicho sza-szaro

Szare godziny, szare nocki, szary świt i mgła, do tego jeszcze lubię ubierać się na szaro... Dni się zlewają...właściwie tydzień mógłby być jednym długim noco-dniem. Zastój jakiś. Ostatnio jedyna rozrywka to wieczorne śledzenie losów  Taborytów albo domniemywanie co się naprawdę wydarzyło pomiędzy Bolesławem Śmiałym i biskupem Stanisławem, rzekomym zdrajcą...? Już nawet cynik House mnie z lekka nudzi? W tle brzęczy szklana pogoda, zgrabne dowcipy doktorka jeszcze wyłapuję. Chce mi się w góry – jak kiedyś, trochę wstecz (I wzwyż. Issa- zazdroszczę.). Cóż, dwulatki do plecaka nie wcisnę, z resztą… praca, aura, studia.  Gnuśność moją górą.
Tańczę ze słodziakiem popołudniami przy energetycznej Caro Enerald, małą to niezmiernie bawi, mnie daje poczucie, że aerobik niepotrzebny. Trochę kanciaste wygibasy.Może jednak przydałby się kurs tańca?
Dzięki Simon, Jazzowa za polecenie Caro- choć odrobina żywotności pomiędzy szarym, a szarym.

Lubię patrzeć na ten barwny videoklip. Przeciwwaga dla mej szarugi.