wtorek, 15 czerwca 2010

Soulowy duet na słoneczne dni

India Arie, amerykańska gwiazda neo-soul i R&B-sa, wykonawczyni czterech solowych płyt od dość dawna porywa mnie słonecznym soulem. Dziś dołączył do niej Raul Midon. Za sprawą wpisu przeczytanego na http://guitarsstreet.blogspot.com/2010/05/pyta-tygodnia-raul-midon-synthesis.html posłuchałam trochę Raula i jak to zwykle bywa skacząc po youtube znalazłam znany z mojej ulubionej płyty Indii.Arie Acoustic soul utwór Back to the middle wykonywany w duecie z Raulem Midonem.
Wiecej o Raulu na wspomnianym wyżej guitarsstreet.

piątek, 4 czerwca 2010

Lisbon story i Madredeus

Film - sjesta, w którym akcja snuje się krętymi uliczkami, ogrzewana słońcem i piękną nieśpieszną muzyką. Lisbon story Wima Wendersa obejrzałam kilka tygodni temu i już kilkakrotnie do niego powróciłam. W szczególności do portugalskich pieśni w wykonaniu grupy Madredeus inspirowanych fado. Połączenie pięknego, czystego sopranu i niebanalnej, przyciągającej urody Teresy Salgueiro, świetne kadry i ujęcia w filmie sprawiają, że chce się do nich wracać. Niewypucowana, lekko odrapana, słoneczna Lisbona z obrazu Wendersa staje się bliższa i nieobca. Pewnie to za sprawą zdjęć kręconych głównie w najstarszej dzielnicy Lisbony. Położona na wzgórzach Alfama wspina się wąskimi uliczkami, kamiennymi zakamarkami, krzywymi schodkami. Powiewa sznurami suszonego prania, dźwięczy podwórkowymi odgłosami dzieciarni, pachnie rzeźkm wiatrem od rzeki Tag. Chcę zabrać trochę tego ciepła i słońca do siebie. Muzykę już mam.



wtorek, 1 czerwca 2010

Paper moon i The Mantles

Mamy Dzień Dziecka. Dziś więc w roli głównej mała dziesięcioletnia Tatum O'Neal w oskarowej roli. Zagrała wraz ze swym ojcem Rayanem O`Nealem w filmie, którego się nie zapomina. Oboje zagrali kapitalnie.
Paper Moon, stary amerykański film z 1973 roku, w reżyserii Petera Bogdanovicha. Filmowa ballada pełna świetnego humoru i pogodnego nastroju. Dziwne, bo obraz sklasyfikowano jako tragikomedię. Chyba dlatego, że pierwsza scena filmu to pogrzeb matki małej Adele. Dla mnie to pełen uroku film drogi. Dziewięcioletnia, rezolutna dziewczynka, która wie, czego chce, przystojny kombinator, próbujący dorobić się na wciskaniu ludziom kolorowych wydań Biblii, stary kabriolet, droga przez niezaludnione przestrzenie Ameryki, małe, niepiękne miasteczka i takież motele. Oczywiście w filmie emocje i uczucia są najistotniejsze. I to, że kończy się on tak, jakbym tego chciała... z lekkim niedopowiedzeniem.

ps.Utwór grupy The Mantles doskonale wpisuje się w klimat filmu, a mała Adelle nie paliła na planie prawdziwych papierosów, ale skręty, podobno z sałaty!