Od dwóch tygodni słuchałam sobie symfonicznego Stinga -tegoroczna płyta "Symphonicities" nagrana z Royal Philharmonic Concert Orchestra. Bardzo przyjemna porcja przebojowego Stinga w spokojnej symfonicznej aranżacji. Krytykowany za "odgrzewane kotlety" Englishman całkiem mnie zadowala. Miło jest posłuchać czegoś od lat lubianego, starego i odświeżonego równocześnie.
Przyszedł grudzień, dziś płytkę zastąpi zeszłoroczna "If on a winter's night" Stinga, czyli staroangielskie, okołoświąteczne ballady i kolędy, również z gorliwością krytykowane, jako usypianie, przynudzanie i dziwactwo starszego pana. Mnie bardziej niż do wypasu owiec płyta ta pasuje do ciepłego kominka, zaśnieżonego krajobrazu za oknem i tańczacych płatków śniegu, co w tej chwili właśnie się dzieje. A starszy pan? Cóż, jak dla mnie ma prawo eksperymentować i zapuszczać brodę, lepsze to niż udawanie żwawego, skaczącego rockmana w wieku lat prawie sześćdziesięciu.
O tak! Stinga nigdy dość! Z mojego odtwarzacza też ostatnio nie schodzą jego płyty :)))
OdpowiedzUsuń na zawszeZ tych dziwactw Starszego Pana to ja chyba najbardziej lubię piosenki z labiryntu, całkowicie skrytykowane przez "środowisko". I kto mi zabroni, co? :)
OdpowiedzUsuń na zawsze" de gustibus...etc." :))) tak jak nie zabroni nikt nam słuchać wszelakich różnorodności (byleby sąsiedzi nie pukali w ściany), tak i możemy sobie o nich porozmawiać, a przy okazji poodkrywać rozmaite perełki. I to jest fajne w blogach.
OdpowiedzUsuń na zawsze