piątek, styczeń 20

Zimowo

Uwaga, będzie banalnie z jakże uroczymi fotkami w tle. Muzyczka też urocza!
Był piękny, styczniowy dzień. W górach nareszcie biała zima. Prawdziwa i łaskawa - nie mrozi, ale i nie roztapia. Do tego słońce, gra śniegu z błękitnym niebem, no i świeżo wgrane ścieżki dźwiękowe do komórki.





Nawet beznadziejne, ciągle wypadające z uszu słuchawki firmy Nokia nie popsuły mi humoru, a sytuację naprawiła mocno wciśnięta na uszy czapka. A oto i co było tłem: Film Seana Pena, Into the wild obejrzałam już dość dawno. Świetny obraz, nie do zapomnienia, do przemyśleń. Teraz powróciłam do ścieżki dźwiękowej w wykonaniu Eddiego Veddera. Można się zanurzyć w tej przestrzennej, pachnącej wolnością i wiatrem muzyce.



Żeby pozostać w klimacie zimy, proszę, oto biały hymn grupy Fleet Foxes, nasza zima w nim nie gości, ale filmik ciekawy:

piątek, grudzień 2

DAGADANA i myśli pozytywne

Właśnie się zorientowałam, że to już grudzień, wychodzę więc z listopada trochę niedowierzając, że  skończył się ten mój nieulubiony miesiąc, pełen ciemnych popołudni, ciemnych poranków i łapania czasu za końcówkę ogona, który i tak umyka. Zaczął się grudzień, więc ciemno- zimne myśli przykryją się świąteczną nutką przypraw korzennych i smakowej kawy z cynamonem. Może nawet przymrozić! Mam drewno, mam wino, zrobimy grzańca i będziemy wgapiać się w kominek i tony nieobejrzanych filmów. Jak czas da!
Nie mam w zwyczaju sugerować się Fryderykami, Kaczkami i innymi wyróżnieniami. Wolę już coś z polecenia niektórych muzycznych blogów, brata, czy też Karoli, która podrzuca ostatnio coraz to nowe smaczki. Albo coś z wyszperania i przypomnienia, jak goszcząca ostatnio w moich głośnikach Dikanda, na której koncercie przytupywałam ongi do utraty tchu razem z Kasią, w srebrnogórskim Centrum Kultury, gdzie klimat bałkańskich przyśpiewek mieszał się z wczesnym Gomółką.
Karolcia rzuciła mi ostatnio hasło DagaDana. Jak powyżej napisałam- jako niezorientowana w nowościach - kto, co, gdzie i kiedy, rozpoczęłam wyszukiwanie i wsłuchiwanie się w obie płyty formacji DAGADANA : zeszłoroczną płytę MALEŃKA, tę nagrodzoną właśnie Fryderykiem w kategorii folk i tegoroczną świeżą (jesienna premiera) DLACZEGO NIE. Tak właśnie się wsłuchuję i czuję, że to wsłuchiwanie pozostanie na dłużej. Wlepiam też oczy w dwa świetne videoklipy, które załączam poniżej.


piątek, listopad 25

E.S.T. w kawałeczku

 Teraz czasu wystarcza jedynie na posłuchanie. I to w minimalnych ilościach, kawałki niczym wisienki na torcie. Na napisanie już nie bardzo jest czas. Czekam, gdy przyjdzie taka chwila, że włączona w odtwarzaczu płyta dotrwa do ostatniego utworu. I będzie muzycznie-głośno. A potem jeszcze jedna płyta i kolejna, i kawałek trzeciej Marzenie!  Aż... będę miała dość tego tortu!

piątek, wrzesień 2

Możdżer - Komeda

Przyznaję, zawłaszczyłam płytę Leszka Możdżera Piano i  jeszcze jedną -Możdżera i Larsa Danielssona Pasodoble.
Pożyczyłąm od brata przeszło dwa miesiące temu i jakoś tak się zadomowiły w mym odtwarzaczu, dobry nastrój wnosząc swym fortepianowym plumkaniem. Nareszcie nadeszła okazja do oddania krążków, choć brat wyrozumiale nie naciska. Jego płytoteka prawie wypływa z ciasno zastawionych CDpółek, więc ma czego słuchać, oj ma!
Otóż dopiero niedawno miałam okazję posłuchać najnowszej płyty Możdżera (ukazała się w minionym czerwcu). Krążek zatytułowany po prostu Komeda, więc tytuł wyjaśnia wszystko, łącznie z tym, dlaczego tak mnie zachwyca. Muzyka na wyciszenie,spokojne chwile po pracy przy kawie, gazetce i tabelce.Nie napiszę recenzji, gdyż tyle się ich pozytywnych naczytałam, że już nie wiedziałabym, co napisać, nie powtarzając superlatywów.
 Oddam więc Piano i Pasodoble. Na jesienne popołudnia zostawię Komedę.

piątek, sierpień 26

Klezmatics

Pomiędzy podróżniczo-historyczną książką, a filmem drogi przyplątała się do mnie ballada grupy Klezmatics z płyty Wonder Whell. Pod bezchmurnym niebem, gdy myśli wypala słońce, pobrzmiewa koniec wakacji. Długa droga pomiędzy Jerychem a Hebronem kiedyś się skończy.  Klezmatyczna ballada pozostanie w wędrówce przez pustynię, docierając jeszcze dalej na południe, aż do Afryki, gdzie podobno kryje się tajemnica wczesnośredniowiecznego królestwa.

wtorek, sierpień 23

Na upał- słomiany zapał


Jest  tak gorąco, że pisać się nie chce, ale posłuchać lekkiego walca... i owszem... ze słomką w szklance czegoś chłodnego, słomkowym kapeluszem, snopowiązałką na nieodległej łące i zapachem świeżo koszonej trawy. Lato w pełni. Upał- czad. To lubię!

poniedziałek, sierpień 8

Dwie świece

 Co wieczór zapalam dwie świece, palą się długo w noc. Towarzyszą przy wieczornych codziennościach. Rozświetlają półmrok pokoju, rzucają miłe światełka na ścianę, sufit. Ocieplają i tak dość ciepłe sierpniowe noce. Jedna świeczka to Beata, druga- Monika. Obie odeszły tak nagle, za szybko, zbyt młodo. Niepotrzebnie.
Myślę o nich często. Takie nagłe przebłyski, skojarzenia, wspomnienia. Myślę, gdy "tak zwane życiowe trudności" zabierają mi dobry humor, kiedy nie rozumiem i gdy aż nadto rozumiem, ale nie chcę o tym mówić. Przykrości i problemy stają się mało ważne, gdy myśli przywołują Monikę, Beatę..., które odeszły bezpowrotnie. Świece płoną, myśli przepływają w wieczornym spokoju, ciesz się życiem, mówią, póki trwa.

Nowa płyta grupy Beirut " The Rip Tide" nie zawiodła mnie, brzmienie bardziej nowoczesne, mniej folkowe, mniej bałkańskie, ale słucha się jej równie przyjemnie, co dwóch pierwszych, moich ulubionych płyt (Postcards from Italy, The Flying Club Cup) bejrutowa nostalgia ta sama. Utwór A Candle`s fire- dla Moniki i Beaty.

czwartek, lipiec 21

Beata -Jazzova. Żegnaj.

Odeszła. Znałyśmy się wirtualnie. Kilka lat wpisów, komentarzy i wymiany myśli. Była mi bliska, podziwiałam ją za walkę z chorobą, wierzyłam, że się uda, że wygra. Zaskoczenie i rozgoryczenie. Żal, taki sam, jak u setki czytających jej bloga: http://jazzowa.blogspot.com/ Pozostawiła mnóstwo ciepłych zdań, dowcipnych zagajeń, ten luźny bezpretensjonalny styl pisania o muzyce i życiu, I wiele polecanych utworów, wyknawców. Dzięki Beacie odkryłam i pokochałam soundtrack i film "Windą na szafot". Ta muzyka zawsze będzie mi przypominać Jazzovą: